Życie psa w mieście


Wierzcie mi, że nie musi być ono nudne. Jednak w większości przypadków, takie właśnie jest. Ma utarty schemat, który być może różni się trochę w weekendy. Bo spacer jest nieco dłuższy. Chociaż przyznam, że ostatnio zaobserwowałam wielki przełom w tym właśnie temacie. Pies, jako przyjaciel człowieka i towarzysz w codziennym życiu, jest stawiany coraz wyżej w hierarchii. Nie jest już „tylko psem”, ale prawomocnym członkiem naszej rodziny.

Zadając sobie pytanie, czy pies w mieście ma się dobrze, można spojrzeć na to z dwóch stron. Z punktu widzenia doświadczonego i świadomego właściciela psa oraz punktu widzenia człowieka, który po prostu ma psa. Jeśli chodzi o ten drugi typ, to niestety jego pies ma baaardzo nudne życie. Nic ciekawego się nie dzieje, a jego głównym zadaniem jest przede wszystkim czekanie – na miskę z jedzeniem, na spacer, który notabene trwa jakieś 15 min., na właściciela, który wróci z pracy i może poświęci mu trochę czasu… No nudą wieje na kilometr! Proszę się nie obrazić, ale jak widzę starszą osobę, która w centrum miasta wychodzi na „spacer” z huskim, którego waga, bądź co bądź, już dawno przekroczyła stan alarmowy, to wierzcie mi, nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. Ten pies nie został wyhodowany, by spędzać całe życie na kanapie, i by jego spacer ograniczał się co najwyżej do 30 min. Bo gdzie taka starsza pani, albo pan, pójdą z takim psem? Pobiegać nie pobiegają, skakać  też nie będą, jeździć na rowerze też nie… Energii ten pies nie spali, bo niby gdzie, nie pozna nowych zapachów, bo spacer odbywa się tylko i wyłącznie w tych samych miejscach, nie mówiąc już o zabawie czy nauce. Okropnie przewidywalny i nudny żywot… Błyskawiczny spacer naokoło bloku, który trwa zaledwie 15 min. (no bo po co dłużej?) i pozwoli na ekspresowe załatwienie potrzeb fizjologicznych, brak zabawy, brak interakcji z innymi psami i brak nauki… Pies musi być posłuszny, nie może ciągnąc na smyczy, nie może warczeć, mimo, że to naturalny sposób porozumiewania się psów, nie może szczekać, bo przecież zagłusza mir domowy i uprzykrza życie, nie może niszczyć przedmiotów, powinien grzecznie zostawać sam w domu, bo inaczej zostanie oddany do schroniska, nie może uciekać na spacerach, pomimo, że energia go rozpiera. I co najważniejsze, nie może pokazać na właściciela zębów. NIGDY. Za to człowiek, odwdzięczy się mu chwilowym poświęceniem uwagi, zdawkowym pogłaskaniem i odstawieniem w kąt jak pluszowego misia. Tak właśnie wygląda życie większości psów mieszkających w miastach, których właściciele nie mają czasu. Ale mają psa.



Na szczęście mamy też drugą stronę medalu. :-) Znajdują się tutaj ludzie, którzy poświęcają czas na socjalizację, zabawę, spacery i powodują, że życie takiego miejskiego psa staje się barwniejsze. Codziennie serwują im nowe doznania, nowe bodźce, stawiają przed nimi zupełnie nowe wyzwania. A najkrótszy spacer to jakaś godzina. Pies otrzymuje wolność, może spalić swoje pokłady energii, uczy się nowych komend, buduje swoje zaufanie do przewodnika. Nie musi cały czas na coś czekać, bo dostaje to niezależnie od tego, czy jest weekend czy środek tygodnia. W przeciwieństwie do tej pierwszej grupy osób, dla których pies, to „tylko pies”. Cieszy mnie, że jest coraz więcej takich osób, że świadomość społeczeństwa cały czas wzrasta. Mimo, iż mieszkamy w miastach, mamy świadomość potrzeb naszego pupila. Wiemy, że to pies przystosował się do naszych warunków życia i nie jest to dla niego całkowicie naturalne. Zew natury czasami daje o sobie znać, a wtedy my, opiekunowie naszych zwierzaków, powinniśmy zadbać o to, by odpowiednio go ukierunkować. Nawet, jeśli żyjemy w mieście…

Komentarze

  1. Dla mnie bardzo ważne jest żeby wyjścia dla psa były atrakcyjne. W weekendy staram się wychodzić na długie spacery bo w tygodniu ze względu na studia i pracę czasami jest to trudne. Najważniejsze, że teraz dni coraz dłuższe, już nie mogę się doczekać wiosennych i letnich wieczornych spacerów :)
    Pozdrawiamy,
    Karo & Moka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atrakcyjność spacerów to w sumie mój priorytet. :) U mnie niestety podobnie, nasze obecne spacery nie są zbyt długie, ale też staram się nadrabiać w weekendy. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oczywiście zgadzam się co do istnienia dwóch takich typów opiekunów. Nie jestem jednak pewna, czy są to akurat zjawiska typowe dla miasta, czy może raczej pasują także do innych obszarów. Jak dla mnie prawie wszystko, co tutaj napisałaś, pasuje ogólnie do postaw ludzi jako właścicieli. Zarówno w mieście, jak i na wsi znajdziemy takich, którzy wyprowadzają i takich, którzy mają gdzieś potrzeby czworonoga. Poza tym ludzie są wygodni - jeśli mogą wypuścić psa na podwórko zamiast z nim spacerować to często właśnie tak zrobią. Wydaje mi się, że dla wielu burków nie jest to coś wyjątkowo atrakcyjnego - również w żaden sposób nie dostarcza się im rozrywki, nie uczy się ich niczego, nie widują pobratymców, nie mają zapewnionych nowych bodźców; może i spalają energię biegając wzdłuż ogrodzenia, ale zakładam, że nie to masz na myśli ;) Nie sądzę też, żeby opiekun na wsi pozwalał na wykazywanie agresji czy niszczenie, bo niby dlaczego miałby? Albo poradzi sobie z tymi problemami (czyli typ świadomy), albo załaduje zwierzę w kojec/przypnie do budy i będzie miał święty spokój (odpowiednik tego, który po prostu ma psa), albo zwyczajnie się go pozbędzie. Nie mogę więc zgodzić się z postem, ale biorę pod uwagę, że po prostu źle go odczytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie masz rację. :) Oczywiście post każdy pewnie będzie interpretował trochę inaczej i odczyta go inaczej, jednak przekaz powinien być jeden - dwa typy właścicieli: jedni, którzy mają psa gdzieś, i drudzy, którzy dbają o jego komfort, głównie w odniesieniu do miasta. Uważam (i takie też były moje obserwacje), że psy mieszkające na wsiach, mają zdecydowanie gorzej. Z moich doświadczeń mogę stwierdzić, że tam pies jest pozostawiony sam sobie. Niestety nie spotkałam się z osobami, które wychodzą ze swoimi burkami poza ogrodzenie własnej działki. Ucieknie, to ucieknie, może wróci, a jak nie, to będzie następny. Niestety jest to większość... Nie mam zamiaru tutaj nikogo obrażać czy "wrzucać do jednego worka", bo mieszkają na takim obszarze osoby świadome potrzeb swojego psa, jednak ciągle jest ich dość mało. Dlatego odniosłam swój post przede wszystkim do miasta, gdzie ludzie mieszkający na osiedlach, rzecz jasna w blokach, olewają swoje czworonogi. Bo niby po co mają się wysilać i iść na dłuższy spacer, zapewnić psu rozrywkę, skoro można poleżeć przed telewizorem?
      Fajnie było przeczytać Twoją opinię. ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Ja odebrałam post jako próbę podkreślenia opozycji miasto-"reszta świata", Twoja odpowiedź zatem sporo wyjaśnia :) Nie zmieniam jednak zdania, że życie psa może być tak samo nudne w metropolii, jak i w mieście, bo zależy to właśnie od opiekunów ;)

      Usuń
    3. Zgadza się, wszystko zależy od naszego podejścia i tego, co mamy do zaoferowania naszym psiakom. :)

      Usuń
    4. Miało być "w metropolii, jak i na wsi" oczywiście :p

      Usuń
    5. Tak, domyśliłam się. :D

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty